Fizjoterapeuta z żużlową pasją. "To nie jest praca odtwórcza" - rozmowa z Piotrem Lutowskim - GKM.Grudziadz.net

Fizjoterapeuta z żużlową pasją. „To nie jest praca odtwórcza” – rozmowa z Piotrem Lutowskim

Żużel to nie tylko zawodnicy, mocne maszyny i stadionowa atmosfera. Wielu z nas zapomina, że drużynę tworzy sztab ludzi, o których nie mówi się często. Mimo to, stanowią oni trzon zespołu i budują formę naszych ulubieńców, a także dbają ich zdrowie podczas zawodów. Dzisiaj odkrywamy rąbek tajemnicy i przedstawiamy sylwetkę drużynowego fizjoterapeuty. O pracy połączonej z pasją opowiedział nam Piotr Lutowski.

Od kiedy zaczęła się Twoja przygoda z żużlem?

– Gdy jakieś 17 lat temu przeprowadziłem się do Grudziądza od razu wzrosło moje zainteresowanie tą dyscypliną sportu. Zacząłem chodzić na mecze i mogę powiedzieć, że od tamtej pory żużel jest częścią mojego życia. Jak się okazuje, teraz to nawet spora jego część.

Pamiętasz swój pierwszy mecz, który oglądałeś na żywo?

– Oczywiście, że tak! To był mecz z Zieloną Górą w sezonie 2002 i niestety nasza wysoka porażka. Mimo to, nie zniechęciłem się.

Twój debiut w roli drużynowego fizjoterapeuty to ciekawa historia. Opowiedz nam coś więcej.

– Pamiętam, jakby to było dzisiaj… W środku nocy odebrałem telefon od jednego z grudziądzkich działaczy, że Artem Laguta miał wypadek w lidze rosyjskiej i muszę go “poskładać” (śmiech), bo ma problem z barkiem. Byłem wtedy na konferencji w Warszawie. Rano szybko się spakowałem i przyjechałem z powrotem do Grudziądza. To był 2016 rok, a sama sytuacja miała miejsce tuż przed meczem ze Stalą Gorzów. Na szczęście udało się pomóc Artemowi, który dowiózł wtedy 9 punktów, a całe spotkanie wygraliśmy z dużą przewagą.

Można powiedzieć, że to wyrzucenie na bardzo głęboką wodę. Choć patrząc na to z drugiej strony, to chyba też jedno z najlepszych wspomnień.

– Wszystko działo się bardzo szybko, a ja byłem tak przejęty swoją rolą, że do 13. biegu nie wiedziałem jaki był wynik (śmiech). Dopiero wtedy zapytałem kogoś z drużyny o rezultat. To na pewno jedno, z moich najlepszych wspomnień, nie tylko pod względem zawodowym. Oczywiście chwil, do których wracam pamięcią jest dużo więcej.

Wydaje się, że Twoja rola w drużynie nigdy się nie kończy. Zawsze jest coś do zrobienia. Masz ułożony dokładny plan dnia, meczu? Może masz jakieś specjalne rutyny dla zawodników?

– Jeśli mówimy o dniu meczu, to zazwyczaj jestem na stadionie jakieś 3 lub 4 godziny przed spotkaniem. W tym czasie zajmuję się indywidualnie zawodnikami, którzy skarżą się na bóle pourazowe lub inne dolegliwości. Oprócz tego, przygotowuję też dla nich napoje izotoniczne, a także żele energetyczne, które pomagają utrzymać koncentrację oraz formę sportową przez całe spotkanie.

Tuż przed meczem prowadzę rozgrzewkę dla całej drużyny, natomiast w trakcie meczu obserwuję to, co dzieje się na torze i poza nim. Reaguję na wszystkie sytuacje, które zagrażają zdrowiu zawodników. Słucham ich uwag i robię wszystko, żeby byli w stanie kontynuować rozgrywki przede wszystkim bezpiecznie, ale i efektywnie.

Jak wygląda Twoja praca z drużyną?

– Mam pewne schematy, ale często muszę je modyfikować. To nie jest praca odtwórcza. Ludzki organizm kryje wiele zagadek, a moim zadaniem jest odkrywać te złe i je niwelować. Zatem na moją pracę ma wpływ wiele czynników i ciężko jest powiedzieć, nawet w kilku zdaniach, jak to wszystko wygląda.

Czyli praktykujesz indywidualne podejście do zawodników.

– Nie tylko. Pracuję z całą drużyną, ale i też indywidualnie poza czasem meczowym. Chłopaki przyjeżdżają do mojego gabinetu, gdy mają problemy zdrowotne. Nierzadko między polskimi i zagranicznymi meczami ligowymi. Jestem w stałym kontakcie telefonicznym ze wszystkimi zawodnikami i nie raz wystarczy zwyczajnie poradzić, a innym razem umawiamy się na spotkanie

Jak dopasowujesz zajęcia do konkretnego żużlowca?

– Ćwiczenia zależą przede wszystkim od charakteru zawodnika (śmiech), a na poważnie, to na to pytanie można odpowiedzieć pisząc książkę. Chociaż może i to by nie wystarczyło. W grę wchodzi mnóstwo czynników.

Medycyna, fizjoterapia to nieustanny rozwój?

– Cały czas staram się rozwijać poprzez szkolenia, warsztaty, staże i własne obserwacje. Szukam nowych rozwiązań, które będą najbardziej optymalne w mojej pracy i przyniosą najlepsze rezultaty.

Jakie są Twoje marzenia?

– Jeśli mówimy o życiu zawodowym, to na pewno zdobycie medalu z GKM-em. Co do prywatnych, to zostawię je dla siebie. Choć obiecuję, że opowiem o nich jak już je spełnię (śmiech).

Co myślisz o drużynie na sezon 2019?

– Mamy mocny skład w tym roku. Wyrównana formacja seniorska i juniorzy, którzy według mnie dorzucą ważne punkty. To może wypalić. Pamiętajmy jednak, żeby nie nakręcać spirali i nie wieszać medali na szyjach jeszcze przed sezonem. To jest sport i jak zawsze, wszystko zweryfikuje tor.

Więc jaki masz plan na nadchodzący sezon ligowy?

– Plan jest taki, żeby sezon skończyć we wrześniu. Więcej będziemy mogli mówić w późniejszym etapie rozgrywek.

W Twoim życiu sport odgrywa dużą rolę. Jesteś zaangażowany nie tylko na arenie żużlowej.

– Pracuję z przedstawicielami różnych dyscyplin. Od kilku lat mocno angażuje się w mieszane sztuki walki jako cutman. Moja praca polega na przygotowaniu zawodników do walki pod względem fizycznym, natomiast w trakcie starć, w razie kontuzji.

Zatem masz dużo pracy.

– Można tak to ująć. Rozcięcia, siniaki, krwawienia to normalna rzecz w świecie sztuk walk. Ja muszę tylko w ciągu minuty zrobić tyle, żeby zawodnik mógł walczyć dalej z jak najmniejszym kosztem dla zdrowia.

Czego życzysz kibicom na rok 2019?

– Życzę wszystkim tego, co sobie. Medalu dla żółto-niebieskich i wielu niezapomnianych wrażeń przy H4!