Sezon 2017 – GKM.Grudziadz.net

Sezon 2017

 

Drużyna MRGARDEN GKM Grudziądz pojedzie po raz czwarty z rzędu w rozgrywkach PGE Ekstraligi. Dzięki szóstej lokacie w sezonie 2017 żółto-niebiescy zapewnili sobie utrzymanie w najlepszej lidze świata. Przyszedł czas na podsumowanie tegorocznych rozgrywek w wykonaniu grudziądzan.

Działacze klubu z województwa kujawsko-pomorskiego szybko zabrali się za przedłużanie kontraktów z dotychczasowymi zawodnikami. Kolejny rok w Grudziądzu zdecydowali się spędzić Artem Laguta, Krzysztof Buczkowski, Tomasz Gollob, Antonio Lindbaeck, Rafał Okoniewski oraz juniorzy. W okienku transferowym do drużyny dołączył Krystian Pieszczek, który pierwszy sezon w roli seniora zdecydował się spędzić w mieście nad Wisłą. Skład, który rok wcześniej bił się o fazę play-off, stać było na powtórzenie dobrego rezultatu z 2016 roku.

Pierwsza kolejka sezonu została storpedowana przez opady deszczu, przez co inauguracja sezonu w Zielonej Górze nie doszła do skutku. Ta została przełożona na kolejny tydzień, kiedy na H4 przyjechali goście z Gorzowa Wielkopolskiego. W słoneczną niedzielę, nad Grudziądz przyszły ciemne chmury, dosłownie i w przenośni. W okolicach południa do klubu dotarła informacja o wypadku Tomasza Golloba w zawodach motocrossowych i ciężkiej kontuzji najbardziej utytułowanego polskiego żużlowca. Wiadomość spadła na drużynę jak grom z jasnego nieba. W trybie natychmiastowym zorganizowano samolot dla Antonio Lindbaecka, który dotarł do Grudziądza na półtorej godziny przed planowanym rozpoczęciem spotkania. Kolejny mecz jednak znowu się nie odbył, bowiem z każdą chwilą nasilały się opady deszczu i przedstawiciele drużyn wraz z sędzią zawodów podjęli decyzję o przełożenie daty spotkania.

Inauguracyjny mecz przypadł na ostatni dzień kwietnia. Rywalem grudziądzkiej drużyny były częstochowskie Lwy. Podopieczni Roberta Kempińskiego podeszli do pojedynku podwójnie zmotywowani. Oprócz chęci mocnego rozpoczęcia sezonu postawiono konkretny cel, jakim było wygranie spotkania dla Tomasza Golloba. Cała drużyna wspięła się na wyżyny swoich możliwości i zdobyła 55 punktów. Wszyscy zawodnicy pojechali równe spotkanie, a po 12 punktów z bonusem zdobyli Pieszczek i Buczkowski. Dobra postawa na początku sezonu pozytywnie nastawiała przed kolejnym meczem.

Wysoka victoria nad Włókniarzem wprowadziła optymizm w szeregi drużyny spod znaku Gołębia i do Rybnika żółto-niebiescy pojechali po 2 punkty. W czasie majowego weekendu pogoda w południowej części Polski również nie napawała optymizmem i dzięki dobrze wykonanej pracy służb porządkowych udało się doprowadzić tor do bezpiecznego stanu. Pierwsza seria startów mocno zweryfikowała plany MRGARDEN GKM-u. „Rekiny” szybko zyskały inicjatywę w meczu wygrywając spotkanie różnicą 26 punktów. Najlepiej dysponowanym zawodnikiem naszej ekipy był Rosjanin, Artem Laguta, który zdobył jedną trzecią „oczek” całej drużyny. Nikt nie przypuszczał, że to spotkanie będzie początkiem nie najlepszej serii grudziądzan…

Trzecim rywalem MRGARDEN GKM-u była BETARD Sparta Wrocław na czele z Taiem Woffindenem. To właśnie Brytyjczyk wespół z Maciejem Janowskim nadawali ton rywalizacji przy H4 prowadząc do zwycięstwa w Grudziądzu. Szybka możliwość korzystania z rezerw taktycznych Roberta Kempińskiego nie przynosiła zamierzonych rezultatów i przed biegami nominowanymi Sparta prowadziła już szesnastoma punktami. Dopiero ostatnie dwa wyścigi przyniosły chwile radości grudziądzkim kibicom, bowiem obie gonitwy padły łupem miejscowych. Dwucyfrowe zdobycze punktowe zanotowali Laguta, Buczkowski i Lindbaeck, jednak nie wystarczyło to, by w czasie meczu nawiązać skuteczną walkę z walecznymi zawodnikami znajdujących się pod skrzydłami Rafała Dobruckiego. BETARD Sparta wygrała 50:40 i „Twierdza Grudziądz” padła po dziesięciu kolejnych spotkań bez porażki.

W okienku transferowym, które otwarte było w maju, kierownictwo drużyny z Grudziądza zdecydowało się na podpisanie kolejnego kontraktu. Żółto-niebieski plastron założył Niemiec, Kai Huckenbeck. Nowy zawodnik miał wystąpić już w kolejnym spotkaniu GKM-u w Lesznie. Zastąpił on w składzie Rafała Okoniewskiego i z nadziejami o jak najlepszy wynik grudziądzanie udali się do województwa wielkopolskiego. Spotkanie na stadionie im. Alfreda Smoczyka było ciekawym widowiskiem, w którym goście kilkukrotnie pokazali, że łatwo skóry nie sprzedadzą. Dobrym ruchem okazało się awizowanie wspomnianego Niemca, który zdobył 8 punktów. Niekwestionowanym liderem MRGARDEN GKM-u był ponownie Laguta (14 punktów), jednak to wyrównani i dobrze punktujący leszczynianie wygrali 52:38.

Celem grudziądzan na kolejne spotkanie było przełamanie złej passy i zdobycie kolejnych punktów do tabeli. Okazja wydawała się bardzo dobra, na H4 stawić się miał rywal zza miedzy – Get Well Toruń. Początek sezonu drużyny z Grodu Kopernika był słaby, przez co kibice mieli powody do optymizmu. Również ten mecz miał status zagrożonego, a obawy odnośnie deszczu się sprawdziły. Tuż przed rozpoczęciem meczu spadł intensywny deszcz, który zniweczył pracę toromistrza przed zawodami. Sędzia nakazał prace nad torem, dzięki czemu po ponad godzinnej kosmetyce udało się doprowadzić go do jazdy. Na zmoczonej nawierzchni dużo lepiej spisywali się torunianie, którzy szybko przejęli inicjatywę i kontrolowali przebieg pojedynku. O dominacji Get Well może świadczyć fakt, iż z rozegranych trzynastu wyścigów aż dziesięć z nich kończyło się indywidualnym zwycięstwem żużlowca gości. Po porażce w stosunku 45:33 grudziądzanie zaczęli znajdować się w coraz gorszym położeniu. Była to już czwarta przegrana z rzędu, a to jeszcze nie był koniec serii…

Terminarz przewidział, że kolejne spotkanie MRGARDEN GKM-u ponownie odbędzie się na grudziądzkim stadionie. Tym razem na ulicę Hallera zawitał Ekantor.pl Falubaz. Zielonogórzanienie po bardzo dobrym początku sezonu planowali kolejną zwycięską potyczkę na torze rywala. Dodatkowym czynnikiem przemawiającym za zawodnikami trenera Marka Cieślaka był fakt, że żółto-niebiescy okazywali się bezsilni wobec kolejnych porażek. Zacięty pojedynek z drużyną z południa województwa lubuskiego rozstrzygnął się w ostatnim wyścigu. Przy remisowym stanie meczu goście z Zielonej Góry okazali lepsi, a dobrze dysponowani tego dnia Pieszczek i Laguta nie dali rady pokonać liderów „Myszek Miki”. Zawodnicy MRGARDEN GKM-u pojechali równe spotkanie, aczkolwiek w końcowym rozrachunku zabrakło trzech „oczek”, by móc cieszyć się ze zwycięstwa. Liderem drużyny był ponownie Artem Laguta, który po trzech „trójkach” w pierwszych biegach w pozostałych dwóch uzbierał dwa „oczka”. Ostatecznie gospodarze przegrali ten mecz 47:43 i z zaledwie dwoma oczkami na koncie zajmowali ostatnie miejsce w tabeli PGE Ekstraligi.

W drugiej połowie czerwca przyszedł czas na żółto-niebieskie „derby”. Grudziądzanie udali się do Gorzowa Wielkopolskiego. Po raz kolejny na mecz ściągnięto Kaia Huckenbecka w nadziei, że powtórzy on tak dobre spotkanie jak w Lesznie. Od początku jednak było wiadomo, że MRGARDEN GKM zbyt wielkich szans na zwycięstwo na torze mistrza Polski nie ma. O wyniku spotkania zadecydował przede wszystkim słaby start meczu gości, bowiem już po pięciu wyścigach gospodarze mieli na koncie o 14 „oczek” więcej do przeciwników. Porażka 54:35 była wkalkulowana, jednak ciekawsza wydawała się statystyka indywidualnie wygrywanych wyścigów. Mimo porażki dziewiętnastoma punktami to żużlowcy z kujawsko-pomorskiego zanotowali więcej „trójek”, których trio Laguta-Buczkowski-Lindbaeck uzbierali osiem. Było to szóste spotkanie bez zdobytego punktu przez MRGARDEN GKM Grudziądz.

Reprezentujący nieco lepszy poziom od żółto-niebieskich Włókniarz Vitroszlif Crossfit Częstochowa był kolejną przeszkodą do pokonania przez podopiecznych Roberta Kempińskiego. By móc przełamać zarówno sezonową, jak i wyjazdową niemoc polska część składu grudziądzan udał się na mecz towarzyski do Ostrowa. Wyniki GKM-owców na torze o zbliżonej charakterystyce do częstochowskiego napawały optymizmem i „Gołębie” z bojowym nastawieniem udały się pod Jasną Górę. Okazało się, że ciężka praca popłaciła i MRGARDEN GKM Grudziądz jak równy z równym walczył na owalu przeciwnika. Od początku meczu żadna z drużyn nie mogła zbudować większej niż 2-punktowej przewagi, a dopiero przed biegami nominowanymi Włókniarz miał 4 „oczka” więcej od grudziądzan. O sile gości stanowiła dobra postawa czwórki zawodników. Lindbaeck, Buczkowski i Laguta zanotowali łącznie ponad 30 punktów, a kolejnych 6 dołożył Pieszczek. To właśnie wspomniani Polacy w czternastym biegu odrobili straty, a obcokrajowcy utrzymali status quo po przedostatnim biegu, dzięki czemu MRGARDEN GKM Grudziądz po raz pierwszy od powrotu do PGE Ekstraligi w 2015 roku zdobył punkt na wyjeździe. Jednocześnie po blisko dwóch miesiącach można było skorygować ilość punktów żużlowców z Grudziądza w tabeli – oprócz „oczka” za remis w meczu, dodatkowy punkt otrzymany został za lepszy wynik w dwumeczu.

Dzięki wierze we własne umiejętności grudziądzanie z optymizmem patrzyli w rewanżowe starcie z Cash Broker Stal Gorzów. Mając w pamięci ostatnie mecze gorzowian na H4 można było też wysnuć wniosek, iż przy dobrym początku spotkania mistrzom Polski może zabraknąć czasu w końcówce meczu na odrobienie strat. I tak też właśnie się stało. MRGARDEN GKM szybko objął inicjatywę w meczu i kontrolował przebieg zawodów. Dopiero w biegach nominowanych „pazur” pokazali rywale, wygrywając obie te gonitwy. Wszyscy zawodnicy będący pod skrzydłami Roberta Kempińskiego dobrze punktowali, a 6 „oczek” do końcowego rezultatu dołożyli także juniorzy. Wszystko to złożyło się na zwycięstwo w stosunku 49:41, co pozwoliło opuścić ostatnie miejsce w tabeli rozgrywek.

Tydzień później nastąpiło trzecie podejście do meczu w Zielonej Górze. Poprzednie dwa pojedynki odwoływano z powodu złego stanu toru po opadach deszczu. Przy kolejnej próbie z nieba ponownie lał się deszcz, jednakże udało się odjechać wymagane 8 wyścigów, żeby zaliczyć spotkanie. Gospodarze spotkania szybko objęli prowadzenie sukcesywnie powiększając przewagę. Sędzia nakazał przerwanie jazd w momencie, kiedy na tablicy wyników widniał rezultat 31:17. Najwięcej punktów dla MRGARDEN GKM-u zdobył Buczkowski, który w trzech startach zdobył 6 punktów.

Celem na mecz jedenastej kolejki było odrobienie strat z Rybnika i pokonanie ROW-u różnicą przynajmniej 25 punktów. Widać to było po punktacji żużlowców z Grudziądza. Aż czwórka z nich zanotowała powyżej dziesięciu punktów, a wraz z bonusami 8 punktów zebrał Pieszczek. Występ bliski ideału odjechał Laguta, któremu zabrakło „oczka” do zdobycia kompletu punktów. Bonus ostatecznie pojechał do Rybnika, a to głównie dzięki dobrej postawie Woryny i Lindgrena, którzy „ciągnęli” wynik swojego zespołu. 55 punktów zdobytych przez MRGARDEN GKM spowodował, że wykonany został plan minimum, a do pełni szczęścia zabrakło trzech kolejnych jednostek, by ostatecznie wybić się z dołu ligowej tabeli.

Swój kapitalny sezon w każdym kolejnym meczu potwierdzał Artem Laguta. Rosjanin we Wrocławiu zaprezentował kapitalny występ, na przestrzeni całego meczu przegrywając tylko jeden raz. Ówczesny lider tabeli, BETARD Sparta Wrocław nie dała sobie jednak wydrzeć zwycięstwa spokojnie pokonując żółto-niebieskich 52:38. Taki wynik to efekt przede wszystkim bardzo dobrego początku meczu. Po szóstej gonitwie wrocławianie prowadzili już właśnie czternastoma punktami, a tej przewagi nie powiększyli już do końca pojedynku. Oprócz Laguty dobre mecze pojechali także Okoniewski i Buczkowski. Polski duet, którym dysponować mógł Robert Kempiński, skolekcjonował 15 punktów. Poniżej oczekiwań zaprezentowali się Lindbaeck i Huckenbeck. Obaj zawodnicy występowali kilka tygodni wcześniej na Stadionie Olimpijskim na World Games dorzucając wiele punktów dla swoich reprezentacji. Kibice liczyli na ich udane występy, aczkolwiek suma zdobytych punktów przez Szweda i Niemca zatrzymała się na sześciu.

13 sierpnia o godzinie 19 rozpoczęło się ostatnie spotkanie MRGARDEN GKM-u Grudziądz na własnym torze w tym sezonie. By mieć pewne utrzymanie potrzebne było zwycięstwo w spotkaniu, a maksymalne bezpieczeństwo można było uzyskać zdobywając 53 punkty. Na H4 przyjechała FOGO Unia Leszno, która była już praktycznie pewna awansu do play-off. Mecz ten był „festiwalem” upadków. Żużlowcy często zapoznawali się z nawierzchnią toru, przez co mecz trwał bardzo długo. Pierwsza faza spotkania zapowiadała wyrównane spotkanie. Po ośmiu biegach był remis, aczkolwiek od kolejnej gonitwy budowanie przewagi rozpoczęli gospodarze. Kolejne zwycięstwa przybliżały żółto-niebieskich do zdobycia punktu bonusowego. Plany zniweczył wyścig czternasty, który zakończył się zwycięstwem leszczynian. Przez wyścigi kończące się w niepełnym zestawieniu mecz zakończył się nietypowym dla sportu żużlowego wynikiem, zwycięstwem gospodarzy 48:40. Słabszy mecz pojechał Buczkowski, jednakże koledzy z zespołu stanęli na wysokości zadania, dzięki czemu brak punktów zastępcy kapitana MRGARDEN GKM-u nie był odczuwalny. Kolejne świetne mecze pojechali Lindbaeck i Laguta, którzy jedynie raz zobaczyli plecy przeciwnika – w ostatnim wyścigu przegrali z Emilem Sajfutdinowem.

Zakończenie sezonu żółto-niebieskich nastąpiło w Toruniu. Do derbów Pomorza z nożem na gardle przystępowali żużlowcy Get Well Toruń, którzy potrzebowali meczowego zwycięstwa, by móc uniknąć bezpośredniej degradacji do niższej ligi. Pierwsze wyścigi zapowiadały, że może to być ciężkie zadanie. Aż trzykrotnie w pierwszych wyścigach rekordy toru na Motoarenie bili grudziądzanie pokazując, że przyczepny tor w Toruniu im pasował. Również wynik spotkania do dziesiątego wyścigu dawał nadzieje na to, że po raz drugi w tym sezonie MRGARDEN GKM może pokusić się o niespodziankę na wyjazdowym torze. Dwa biegowe zwycięstwa z rzędu pokazały jednak, że Toruń nie da sobie wydrzeć zwycięstwa w meczu, a po ostatnim biegu na stadionie nastała euforia. Ponownie to grudziądzanie byli drużyną, która wygrała większą ilość biegów indywidualnie. Trzykrotnie na pierwszym miejscu linię mety mijał Buczkowski, jednak najlepiej punktującym zawodnikiem okazał się Antonio Lindbaeck. Tym razem bariery dziesięciu „oczek” nie przekroczył Laguta. Zsumując punkty gości okazało się, że zdobyli ich 41 przy 49 zawodników z Torunia.

Sezon 2017 okazał się nieco gorszy i bardziej nerwowy niż 2016. Przez długi okres czasu MRGARDEN GKM okupował ostatnie miejsce w tabeli, a brak kontuzjowanego Tomasza Golloba dodatkowo demotywował zawodników. Po dwóch miesiącach słabszej jazdy przyszedł czas na lepsze wyniki w okresie wakacyjnym, który pozwolił żółto-niebieskim przesunąć się w górę tabeli. Grudziądzanie dodatkowo „skorzystali” na tym, że po dopingowej wpadce Grigorija Laguty punkty odjęto drużynie ROW-u Rybnik, które wystarczyły do tego, że „Gołębie” zakończą sezon pozycję niżej niż rok wcześniej – na szóstym miejscu.

Na szczególne słowa pochwały zasługuje Artem Laguta, który został trzecim najskuteczniejszym zawodnikiem najlepszej ligi świata, a średnia na poziomie 2,236 punkta na bieg jest jego najwyższą w dotychczasowej jeździe w PGE Ekstralidze. Średnią blisko 2 pkt/bieg uzyskali Antonio Lindbaeck i Krzysztof Buczkowski, a pierwszy sezon w gronie seniorów do udanych zaliczyć może Krystian Pieszczek będąc solidną drugą linią zespołu. Słabszy sezon w porównaniu do poprzedniego roku objechał Rafał Okoniewski, jednak jego postawa w meczach głównie na własnym torze powodowała, że w meczach na „styku” jego punkty okazywały się niezwykle ważne. Nie najlepiej prezentowała się również formacja juniorska drużyny. Marcin Nowak po zakończeniu wieku juniora odszedł z klubu, a jego wyników nie powtórzyli nowo zakontraktowani młodzieżowcy. Pod uwagę należy brać ich wiek, bowiem przed Kamilem Wieczorkiem i Dawidem Wawrzyniakiem jeszcze 2 lata jazdy wśród najmłodszych, a „świeżo” po zdaniu licencji jest jeszcze Damian Lotarski.

Działacze klubu zapowiadają, że w przyszłym roku nastąpi walka o coś więcej, niż tylko utrzymanie. Zapowiadane jest wzmocnienie składu, a celem postawionym przed drużyną ma być pierwsza czwórka. Czy kibice grudziądzkiego klubu będą mogli się cieszyć z najlepszego sezonu w historii MRGARDEN GKM-u Grudziądz? Na początek listopada, kiedy to można przedłużać kontrakty z klubem, czekają już Artem Laguta i Krzysztof Buczkowski, a Antonio Lindbaeck, Krystian Pieszczek oraz Kai Huckenbeck mają ważne kontrakty na przyszły sezon. O formację juniorską również można być spokojnym, ponieważ Wieczorek, Wawrzyniak i Lotarski mają wieloletnie umowy. Ci zawodnicy wraz z ewentualnymi kolejnymi żużlowcami mają stworzyć zgrany zespół, który poprowadzi żółto-niebieskich do jak najwyższego miejsca w sezonie 2018.