"To małe miasto, ale zróbmy tu coś wielkiego!" - rozmowa z Kennethem Bjerre - GKM.Grudziadz.net

„To małe miasto, ale zróbmy tu coś wielkiego!” – rozmowa z Kennethem Bjerre

Po czterech latach Kenneth Bjerre zmienia barwy klubowe w Polsce. Dotychczasowy kapitan Grupy Azoty Unii Tarnów po spadku „Jaskółek” do Nice 1. Ligi Żużlowej zdecydował się na dalsze ściganie w PGE Ekstralidze. Jego wybór padł na MRGARDEN GKM. – Powód, dla którego przyszedłem tutaj, to właśnie jazda w play-off. Wierzę, że możemy to osiągnąć. Widzę potencjał w tej drużynie i chcę być jej częścią – mówi Duńczyk, który w rozmowie z nami wyraził nadzieję na udany sezon grudziądzkiej ekipy i walkę o coś więcej niż w ostatnich latach.

Od przyszłego sezonu będziesz reprezentował barwy MRGARDEN GKM Grudziądz. Co możesz powiedzieć o negocjacjach przed podpisaniem kontraktu? Pogłoski mówią, że nie były to trudne rozmowy.

– Nie było czego tutaj utrudniać. Przede wszystkim zarówno klub, jak i ja wiedzieliśmy dokładnie czego chcieliśmy. Tak naprawdę już w 2015 roku odbywaliśmy pierwsze rozmowy, jednak wtedy zdecydowałem, że będę ścigał się w tarnowskiej Unii. Teraz rozmowy nie musiały trwać długo, wiele rzeczy się zmieniło, dlatego decyzja była łatwa i nie potrzebowałem czasu na długie przemyślenia. Do pełnej zgody wystarczyło omówić kilka detali.

Twoje ostatnie wyniki na naszym torze nie należą do najlepszych. Myślisz już nad tym, co trzeba udoskonalić? Czy mowa tu o sprzęcie, technice jazdy, czy może inne rzeczy będą się liczyć w poprawie jazdy na H4?

– Tor w Grudziądzu jest bardzo podobny do tarnowskiego. Być może jest mała różnica w jego wielkości. Kiedy pierwszy raz przyjechałem tutaj w 2015 roku zdobyłem 10 punktów. W tym roku niestety tylko 3. Być może te punkty nie wyglądają imponująco na papierze, jednak to nie moje przygotowanie było tego przyczyną. Było to spowodowane poważnym upadkiem. Z powodu bólu musiałem przerwać zawody, więc nie miałem szansy na większą zdobycz. Mimo to, jednak lubię ten tor.

Od kilku lat głównym celem klubu jest jazda w fazie play-off i walka o medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Czy wierzysz, że w przyszłym sezonie drużyna może tego dokonać?

– Drużyna GKMu praktycznie się nie zmieniła. Formacja seniorska jest bardzo silna, a pozytywnym dodatkiem są nowi juniorzy w kadrze. Powód, dla którego przyszedłem tutaj, to właśnie jazda w play-off. Wierzę, że możemy to osiągnąć. Widzę potencjał w tej drużynie i chcę być jej częścią. Miałem kilka ofert od pozostałych klubów, jednak zdecydowałem, że będę reprezentował barwy klubu z Grudziądza. Wierzę, że tutaj możemy zrobić coś wielkiego i że będę mógł cieszyć się z sukcesów drużyny.

Myślałeś o tym, z kim chciałbyś startować w parze podczas meczów PGE Ekstraligi?

– Nie zastanawiałem się nad tym. Znam wszystkich tutejszych zawodników. Być może z Artemem Lagutą znamy się trochę mniej. Z Krzyśkiem Buczkowskim zawsze jeździliśmy twardo przeciwko sobie. Antonio Lindbaeck… każdy go zna (śmiech). Z Przemkiem Pawlickim spotkaliśmy się w Lesznie, jednak dla mnie nie to jest najważniejsze. Wszyscy jesteśmy do siebie na swój sposób podobni. Jesteśmy w podobnym wieku, mamy rodziny, dzieci. Myślę, że dogadamy się szybko i stworzymy dobrą drużynę.

Jak wygląda Twoje przygotowanie do startu? Czy masz swój rytuał przedmeczowy?

– Mam wiele rzeczy, które robię automatycznie, nawet o tym nie myśląc. Każdy zawodnik koncentruje się na swój sposób. Ciężko wymienić wszystkie rzeczy, które robię przed meczem, czy bezpośrednio przed biegiem. To wszystko przychodzi samo. Oczywiście tu nie ma mowy o żadnych sekretach. To po prostu moja rutyna. Sposób, w jaki wskakuję na motocykl, kolejność zakładania ubrań i wiele innych. Zabawne jest to, że czasem, gdy zrobię coś nie po kolei, mam wrażenie, że o czymś zapomniałem.

Która drużyna będzie największym zagrożeniem w lidze?

– Wystarczy spojrzeć na Unię Leszno i już wiadomo, że są bardzo groźnym rywalem. Ich drużyna się nie zmieniła, a przecież w tym roku wygrali ligę. Warto też wspomnieć o Falubazie Zielona Góra. Nicki Pedersen i Martin Vaculik to duże wzmocnienia, na pewno spowodują ogromny postęp. Ważną kwestią jest też formacja juniorska. Zarówno GKM, jak i Get Well Toruń czy Sparta Wrocław mają świetnych seniorów. Reszta drużyn jest nieprzewidywalna. Nigdy nie wiadomo jak ułoży się mecz i ile punktów zdobędą poszczególni zawodnicy. Powierzchownie można powiedzieć, że Motor Lublin będzie najsłabszą drużyną, ale trzeba sobie przypomnieć o tym, co mówiono o Unii Tarnów w 2015 roku. Nie można skazywać kogoś na porażkę zanim zawody się nie skończą. To jest sport.

GKM nie wygrał meczu na wyjeździe od 4 lat. Myślisz, że możesz pomóc to zmienić?

– Jasne, że tak. To się w stanie w nadchodzącym sezonie. Bez dwóch zdań, będziemy w stanie wygrać na wyjeździe. Będziemy naprawdę silną drużyną, więc dlaczego mielibyśmy w to nie wierzyć?

Jakie są Twoje plany na przyszły sezon? Powrót do Grand Prix na pewno jest jednym z nich.

– Oczywiście najwyższym celem jest powrót do zawodów o Mistrzostwo Świata. Ścigałem się tam przez 5 lat i brakuje mi tego. To mój osobisty cel, jednak mam też marzenie, żeby zdobyć medal drużynowy w polskiej lidze, razem z grudziądzkim GKMem. Nie zapominam też o kadrze narodowej. Mamy tam sporo dobrych zawodników, a ja chcę być cały czas jednym z nich i godnie reprezentować narodowe barwy.

Kiedy zaczynasz sezon przygotowawczy?

– Tak naprawdę, to nigdy nie kończę trenować. Staram się cały rok utrzymywać dobrą formę. Teraz nie ma już jazdy, jednak chodzę na siłownię i fitness. Mam też dużo pracy organizacyjnej. Rozmawiam ze sponsorami, z moim teamem i oczywiście z klubem. Już teraz kupuję części do motocykli i remontuję to, co mam. Zawsze jest coś do zrobienia.

Teraz czas na wakacje?

– Jeśli mówimy o wakacjach… to też mam w planach. Wyjeżdżam do Tajlandii w pierwszej połowie grudnia, potem wracam do Danii, gdzie spędzę święta i Nowy Rok z rodziną. Po tej krótkiej przerwie wyjeżdżam na obóz przygotowawczy na Fuertaverturę, a po powrocie zaczniemy poważne przygotowania do sezonu, który będzie już tuż za rogiem.

Co możesz powiedzieć o atmosferze na naszym stadionie?

Prawdę mówiąc, gdy przyjeżdżałem tu na mecz, starałem się wyłączyć i nie zwracać uwagi na trybuny. Wiem, że to niewielki obiekt, jednak zawsze wypełniony po brzegi. Teraz role się odwróciły i wsparcie kibiców będzie nam potrzebne. Chcemy słyszeć hałas i widzieć pełne trybuny. To małe miasto, ale zróbmy tu coś wielkiego!

Rozmawiał: Michał Żyndżo

Zobacz także:

Równy i solidny, czyli Kenneth Bjerre w liczbach